Wilki z Wall Street a Wilki z Domaniewskiej

Wilki z Wall Street a Wilki z Domaniewskiej gdzie szukać różnic?

Chęć pięcia się po szczeblach kariery wśród młodych ludzi wzbudza kontrowersje i wywołuje niezdrową rywalizację, a ambicje to często za mało, by osiągnąć sukces. Jak to wygląda od podszewki na osławionej, warszawskiej ulicy Domaniewskiej?
Kiedyś - tereny Służewca zajęte przez fabryki, pola i rozwijające się zakłady, dzisiaj - największe zagłębie korporacji i biurowców w Polsce. Wielkie zmiany nadeszły po latach dziewięćdziesiątych, kiedy martwe tereny tej dzielnicy zmieniły się w hermetyczne środowisko dla pracujących i z czasem przyjęły nazwę „Mordoru na Domaniewskiej”. Powstaje mnóstwo publikacji i fan page’y na Facebooku, które bezpardonowo, ale też z dużą dozą ironii, pokazują oblicze korpo świata.
Żyjemy w kulcie korporacji, a zdecydowana większość pracowników Mordoru to ludzie młodzi, na temat których krążą stereotypy – chorobliwie ambitni, skoncentrowani na karierze, pozbawienie życia prywatnego, pracujący na pełnych obrotach. Moje jedne z wielu skojarzeń na temat pracy na Domaniewskiej, to historia Jordana Belforta (głównego bohatera filmu Martina Scorsese), który z biednego brokera bez pracy, stał się krezusem błyskawicznie pnącym się po szczeblach kariery. Czy jego historia ma przełożenie na polskie realia, a młodzi ludzie uważają, że złapali „Pana Boga za nogi” zaczynając prace w biurowcach i stając się małymi trybikami w wielkiej maszynie?

„Wilk z Wall Street” czyli „Chłopcy z ferajny” wśród maklerów giełdowych
"Wilk z Wall Street" to zwieńczenie nieoficjalnej trylogii Martina Scorsese, która w podobny do siebie sposób wnika w środowiska posiadające władzę, jednak działające nielegalnie. Pierwsi byli "Chłopcy z ferajny" z 1990 roku, a 5 lat później powstało "Kasyno". Wszystkie filmy pokazują jak zmieniają się metody działań mafii: typowi gangsterzy, którzy kradną i zabijają, cyniczni hazardziści rządzący kasynem, a finalnym efektem jest finansjera z "Wilka...", czyli obchodzenie prawa, zamiast łamania go.
Scorsese nakręcił te trzy filmy bardzo podobnie, w każdym mamy narratora, który wyjaśnia zasady i mechanizmy rządzące światem, do którego bohater jest przyporządkowany. Każde z dzieł jest jedną wielką retrospekcją. Nie przeżywamy wydarzeń razem z bohaterem, tylko on nam je opowiada. To istotne, bo pokazuje, że w żadnym z bohaterów nie następuje kluczowa przemiana, zmieniają się jedynie okoliczności ich działań.
To teraz o samym "Wilku z Wall Street". Bohater na początku jest przyzwoitym i ambitnym mężczyzną, brokerem szukającym pracy. Prowadzi szczęśliwe życie z kochającą żoną u boku. Przypadkiem dowiaduje się o sposobie na sprzedawanie akcji tzw. „spółek śmieciowych” i zaczyna widzieć w tym okazje na łatwy i duży zarobek. Bardzo czytelnie wyłania się nam motyw demoralizującego pieniądza –bohater wie, że okłamuje swoich klientów, jednak wizja szybkiej poprawy statusu materialnego skutecznie pozbawia go skrupułów. W krótkim czasie staje się na tyle biegły w oszukańczym procederze, że możliwości, które daje mu obecna firma nie są w stanie zaspokoić jego apetytu. W celu zmaksymalizowania zysku, Belfort postanawia założyć własną firmę. Na pierwszym miejscu są pieniądze, na drugim wszelkie czynniki stymulujące, takie jak seks i narkotyki, które mają za zadanie „dać kopa” do dalszego wzbogacania się. Główny bohater zakłada rodzinę, lecz ją tylko posiada tak samo jak pieniądze, które nie są środkiem, tylko celem samym w sobie. Pazerność i krętactwo nie jest dobre, według Belforta jest najlepsze.
Pogoń za dobrem materialnym i narkotyki powodują emocjonalną znieczulicę. Na początku filmu, gdy bohater po raz pierwszy pojawia się na ulicy Wall Street zalanej ekranami notowań spółek, jest bardzo skromny, wręcz przestraszony. Z czasem dochodzi do wniosku, że pieniądze i rosnące ego dają mu władzę, a frenetycznie przemawiając do swoich pracowników czuje się jak Mojżesz, znający drogę do Ziemi Obiecanej. Zbytnia pewność siebie w końcu go gubi. Belfort czuje pustkę po straceniu swojego "raju na ziemi", a kiedy widz oczekuje przemiany bohatera i kary proporcjonalnej do przewinienia – reżyser ironicznie milczy.

Wilki z Domaniewskiej
Scorsese w bezkompromisowy i obrazoburczy sposób ujął problem desperackiej pogoni za dobrami materialnymi. Takiego reżyserskiego kunsztu mogą pozazdrościć mu młodsi debiutanci oraz inni twórcy.
Jednak czy ta historia ma swoje przełożenie na wielkie, warszawskie korporacje? Legendarna ulica w południowej części Manhattanu i protekcjonalna finansjera reprezentująca to środowisko ma się nijak do „naszej” Domaniewskiej na Mokotowie. Zarobków i rangi nie warto nawet porównywać. Mam jednak wrażenie, że ciężar gatunkowy problemu jest taki sam, zmieniają się tylko okoliczności. Każdy, kto zaczął pracę w Mordorze (i zrobił to z wyboru, nie konieczności) na pewno choć przez chwilę pomyślał o zajęciu ważnej pozycji w firmie i zarobieniu dużych pieniędzy. Gra o zyski toczy się też u nas, zmniejszają się tylko stawki.
Do pracy w korporacji przyciąga wizja szybkiego awansu, a wyścigi szczurów napędzają do „wyrabiania wyników”, które są synonimem sukcesu zawodowego. Sformalizowane i ustandaryzowane sposoby wykonywanych zadań dają chwilowe poczucie stabilności i bezpieczeństwa, jednakże z czasem prowadzą do wypalenia zawodowego i mniejszej efektywności.
- Przyznam szczerze, że początkowo obawiałem się podjęcia pracy na Domaniewskiej. Pierwszą propozycję dostałem niemalże pół roku przed moim faktycznym angażem. Wtedy praca w korporacji wydawała mi się czymś zupełnie odległym i nie pasujący do mnie. Wszystkie te stereotypy o Paniach i Panach biegających każdego dnia do pracy ubranych pod linijkę, ciągła presja wyniku, fac up’y, świadomość bycia małym pionkiem, który zarabia "coś" dla siebie, ale głównie zarabia na tych najwyżej. Nie ukrywam, że właśnie takie zasłyszane opinie - no i oczywiście powracające jak mantra pojęcie wyścigu szczurów - skutecznie powstrzymywały mnie przed zmianą miejsca pracy na "Mordor".
Ostatecznie dałem się przekonać mojemu znajomemu, który pracował w korporacji już ponad rok. Sam twierdził, że ludzie z moim zapałem, podejściem do obowiązków mogą zarobić przyzwoite pieniądze i nie będą rozczarowani. Na ten moment nie zawiodłem się, zarabiam więcej niż w poprzednich miejscach pracy, a atmosfera w pracy jest naprawdę sprzyjająca rozwojowi. Może po prostu dobrze trafiłem?
Jestem za to pewien, że wiele z historii o "orkach z mordoru" można włożyć między bajki – opowiada Mateusz, pracownik jednego z biurowców na Domaniewskiej.
Nowojorska Wall Street roi się od wyrafinowanych biznesmanów, gdzie na tamtejszym rynku finansowym w obrót idą miliardy dolarów, a Domaniewska od młodych „wilków” szukających swojej drogi i czekających na rozpoczęcie kariery. Korporacje to samo zło, czy dobry start dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Plusy i minusy pracy w tychże miejscach zacierają się, a pracowników szklanych biurowców wciąż przybywa.
A co z pracownikami przydzielonymi do korpo świata z agencji pracy tymczasowej? Rosnąca popularność tego trendu zawodowego pozwala na oddelegowanie etatowców do korporacji oraz większą swobodę – jeśli pracodawca nie jest usatysfakcjonowany współpracą, może ją zakończyć w każdej chwili. Jednakże przedłużenie jej i zatrudnienie pracownika osobiście (nie zawsze jednak jest to takie proste) gwarantuje możliwość rozpoczęcia kariery w taki sam sposób jak „zwykły” pracownik zatrudniony bez ścisłej relacji z agencją. Korporacja może „wciągnąć” każdego. Jak jednak pracować, żeby nie zatracić się w tym pędzie? Po pierwsze, powinniśmy wiedzieć czego oczekujemy od życia i pracy w korporacji, po drugie - dobrze wykorzystywać dane nam szanse.


Grupa Wadwicz

Od ponad 25 lat wspieramy naszych Klientów w nowoczesnym zarządzaniu pracownikami i efektywnym budowaniu długoterminowych planów zatrudnienia. Dzięki usługom pracy tymczasowej polepszamy procesy zarządzania płynnością zatrudnienia.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać aktualne wiadomości i raporty z rynku pracy, przydatne porady ekspertów oraz wybrane oferty pracy, zapisz się do naszego newslettera, a dowiesz się
o tym jako pierwszy.

Copyright by Grupa Wadwicz